Spis treści:
Kiedy testowałem Mach 6, byłem przekonany, że to jedne z fajniejszych butów do codziennego, nieco szybszego łupania kilometrów. Teraz na warsztat wjechały HOKA Mach 7. Mam w nich nabite nieco ponad 140 kilometrów. Przeczołgałem je w przeważającej mierze po asfalcie, zaliczyłem krótkie przeloty po parkowych ścieżkach, kręciłem kółka na bieżni stadionowej i katowałem na podbiegach. Robiłem w nich zarówno spokojne treningi bazowe, jak i ostre interwały. Zanim przejdę do detali, powiem krótko – jest naprawdę dobrze.
Zaraz po wyjęciu z kartonu uwagę przyciąga jedno: but wygląda o wiele bardziej rasowo. Mach 7 zyskał na dynamice, ma ostrzejsze linie, a cholewka z nowej żakardowej siateczki (Creel Jacquard) sprawia wrażenie nowoczesnej i trwałej. Dla mnie osobiście najistotniejsze jest to, że zrezygnowano w końcu z odstającego, wydłużonego zapiętka (tzw. elfiego ucha), który w starszych modelach często irytował i wyglądał po prostu nienaturalnie. Już po wzięciu do ręki czuć niesamowitą lekkość tego modelu. Buty w rozmiarze męskim 44 ważą zaledwie ok. 241 g, co przy tak grubym profilu podeszwy mocno zaskakuje. To poczucie lekkości od razu przekłada się na wrażenia odczuwane później na stopach.
Mam stopę o średniej szerokości i muszę przyznać, że dla mnie ten model to strzał w dziesiątkę. Wsunąłem stopę i od razu wszystko leżało idealnie, bez konieczności jakiegokolwiek rozbijania materiału czy układania buta pod siebie. Rozmiarówka jest standardowa, nie musiałem kombinować z połówkami w górę czy w dół.
Warto jednak zaznaczyć, że profil cholewki jest dość smukły i stricte biegowy. Trzymanie stopy jest ścisłe, co jest świetne przy szybszym bieganiu. Jednak jeśli masz bardzo szeroką lub mocno rozbudowaną stopę, standardowa szerokość może uciskać palce. W takim przypadku radzę od razu przymierzać wersję Wide.

Cienka siateczka robi świetną robotę w kwestii wentylacji. Noga nie przegrzała się nawet przy grubszej skarpecie, a cyrkulacja powietrza jest na bardzo dobrym poziomie. Zobaczymy, jak będzie latem – w Polsce na razie nie było jeszcze tak wysokich temperatur. Trzymanie pięty i śródstopia oceniam wzorowo. Stopa nie lata na boki, co bardzo doceniłem podczas agresywnych wirażów na mokrym tartanie.
Tu jednak muszę dorzucić swój mały, mocno subiektywny zarzut. HOKA poszła w skrajny minimalizm i odchudziła język niemal do zera, pozbawiając go jakiejkolwiek miękkiej wyściółki. Przy swobodnym bieganiu to nie przeszkadza, ale kiedy musiałem mocniej zasznurować buty przed interwałami, cienkie sznurówki mocniej dotykały mojej stopy. Zintegrowane wewnętrzne kliny trzymają język na miejscu i nie pozwala mu zjeżdżać na boki, ale sam materiał mógłby być odrobinę grubszy. W ogólnej ocenie wychodzi i tak zdecydowanie na plus.
Pod stopą ponownie ląduje pianka Supercritical EVA. Z perspektywy biegacza lądującego na śródstopiu, 5-milimetrowy drop świetnie wspiera moją naturalną mechanikę kroku.
Mach 7 zdecydowanie nie jest miękkim pluszakiem, w którym zapadasz się jak w domowych kapciach. To but z kategorii oferujących twardą sprężystość i wysoką dynamikę. Czuć rewelacyjne, responsywne odbicie, zwłaszcza kiedy wchodzę na wyższe prędkości podczas interwałów czy mocno napieram na podbiegach. Pianka błyskawicznie oddaje energię, nie zamula, a kołyskowy kształt podeszwy w przedniej części (Early Stage MetaRocker) płynnie i agresywnie napędza do przodu.
Choć nie znajdziemy tu żadnych karbonowych płytek ani plastikowych wsporników, but jest niezwykle stabilny. Szeroka podstawa sprawia, że krok jest pewny, a noga nie ucieka do
wewnątrz nawet przy zmęczeniu.
To element, który cieszy mnie najbardziej. Producent dołożył w przedniej części podeszwy zewnętrznej nową, lepką mieszankę gumy (Sticky Rubber), zachowując twardszą gumę Durabrasion pod piętą. Efekt jest rewelacyjny.
Biegałem w nich w trakcie deszczu i na mokrym asfalcie oraz na zroszonej wodą bieżni stadionowej. Buty wklejają się w nawierzchnię, nie ma mowy o żadnym uślizgu w fazie odbicia, co przy szybkim bieganiu ze śródstopia dodaje ogromnej pewności siebie. Po 140 km nie dostrzegam też żadnych wyraźnych śladów starcia bieżnika, więc trwałość zapowiada się obiecująco.

Jak wspominałem wcześniej, biegałem sporo w
HOKA Mach 6 i bardzo chwaliłem je za wprowadzenie jednowarstwowej pianki superkrytycznej. Mach 7 nie wywraca tego konceptu do góry nogami, to raczej precyzyjna zmiana na dużo lepsze.Oto szybkie zestawienie różnic, które rzuciły mi się w oczy:
| Cecha | HOKA Mach 6 | HOKA Mach 7 | Moje odczucia z trasy |
| Podeszwa środkowa | Supercritical EVA | Supercritical EVA | W „siódemkach” pianka wydaje się minimalnie twardsza, ale też zauważalnie bardziej zrywna przy mocnym depnięciu. |
| Podeszwa zewnętrzna | guma Durabrasion | Durabrasion + Sticky Rubber | Ogromna zmiana. Mach 6 miał tendencję do ślizgania się na mokrym, Mach 7 trzyma asfaltu jak przyklejony. |
| Cholewka | Creel Jacquard | odchudzony Creel Jacquard | Nowa wersja jest cieńsza i lepiej wentylowana, ale usunięcie gąbki z języka powoduje większy nacisk sznurówek. |
| Konstrukcja pięty | wydłużone elfie ucho | standardowy zapiętek | Klasyczny profil w Mach 7 ułatwia szybkie wsuwanie buta i wygląda po prostu lepiej. |
Główny dylemat między tymi dwiema generacjami to kwestia przyczepności. Mach 7 oferuje bezkompromisową trakcję na mokrym, co było największą piętą achillesową starszego modelu.
Zdecydowanie polecam je, jeśli:
Zastanów się nad wyborem, gdy:
HOKA Mach 7 to świetnie zbalansowana, rasowa treningówka z mocnym zacięciem do ścigania. Choć ekstremalnie cienki język wymagał ode mnie znalezienia idealnego napięcia sznurówek, to rewelacyjna dynamika, uczucie lekkości na stopach i pewność kroku w deszczu całkowicie wynagrodziły mi tę drobną niedogodność.
To niezwykle udany następca „szóstki”, w którym poprawiono dokładnie to, co szwankowało najbardziej, czyli trakcję. Jeśli lubisz, gdy but żywo współpracuje ze stopą i napędza do przodu, Mach 7 dostarczy Ci mnóstwo frajdy. Zostają w mojej rotacji na stałe. Daje im mocne 9/10.